poniedziałek, 9 lutego 2015

Prolog.

Nad wioską liścia od kilku godzin znajdowały się ciemne burzowe chmury, deszcz obficie uderzał o prawie puste uliczki osady, gdzieniegdzie można było dostrzec zwykłych ludzi lub shinobi pookrywanych szczelnie w płaszcze.
Dochodziła godzina 19, gdy strażnicy pełniący wartę wyczuli wstrząsy, nasilające się z każdą sekundą. Jeden z nich, zaniepokojony wybiegł z budki strażniczej, w momencie, gdy ogromna ropucha przelatywała właśnie nad bramą wioski. Podmuch jaki wywołała, powalił go na ziemie.


- Wi-widziałeś to co ja Kotetsu?
- Taa… to żaba Jirayi. Widać coś musiało się stać.
- Biegnę powiadomić Hokage.
- To nie będzie chyba konieczne, bo zatrzymała się przed biurem Wielmożnej.

Tymczasem na placu przed siedzibą głowy wioski wylądował Szef wszystkich żab, momentalnie z jego ust wysunął się język, w którym niósł ciało jakiejś osoby. Ułożył je delikatnie na ziemi, po czym zawołał basowym głosem:

-Tsunade!

Jak na zawołanie z balkonu siedziby zeskoczyła głowa wioski, nie pytając nawet od razu zajęła się leczeniem poszkodowanego.
- Gamabunta, wyjaśnij mi co się stało i dlaczego jest tu tylko…

_________________________________________________________________________________

- Gamabunta, wyjaśnij mi co się stało i dlaczego jest tu tylko Jiraya, do tego w takim stanie…
- Gdy chłopaki wracali już do wioski, napotkali na swojej drodze dwóch członków Akatsuki. Wywiązała się między nimi walka, której przebiegu nie znam, gdyż Naruto przywołał mnie w jej trakcie. Z tego co widziałem, walczył z kolesiem wyglądającym troche jak ryba i władającym wodą oraz z Itachim Uchihą.
- Naruto walczył z nimi sam? A co z Jirayią?
- Leżał nieprzytomny. Najwidoczniej nieźle oberwał. Ale tamci dwaj też nie byli w najlepszej formie. Itachi krwawił i trzymał się z tyłu, a ten drugi koleś…
- Nazywa się Kisame.
- Kisame, miał zniszczone całe ubranie i był nieźle wkurzony…
- A co z Naruto?
- Daj mi do cholery dokończyć to się dowiesz. Naruto po tym jak mnie wezwał kazał zabrać Jirayie i jak najszybciej przybyć do ciebie. Chciałem zaprotestować, ale nie pozwolił mi na to. Powiedział, że nie ma zamiaru ginąć i nie pozwoli zginąć nikomu z jego przyjaciół i rodziny. Nie sprzeciwiałem się więc, zabrałem pustelnika i przybyłem jak najprędzej tu.
- Gdzie on jest? Musze wysłać mu wsparcie.
- Był jakieś 30 kilometrów na północ. Kończy mi się czas, wiec zajmij się wszystkim. I skoro pokonali twojego chłopaka, to lepiej niech to będzie silna drużyna. Żegnaj.
Po tych słowach zniknał, zostawiając wściekłą ślimaczą księżniczkę.
Obok Hokage po chwili pojawiło się kilkoro shinobi, a Tsunade wiedząc, że stan Sannina jest stabilny kazała im przetransportować go do szpitala i oddać pod opiekę Sakury.
Sama natomiast udała się do biura, na jej szczęście po korytarzu pędziła Shizune.
-Shizune!
-Tak proszę pani?
- Zbierz natychmiast drużynę i ruszajcie na północ. Naruto walczy z Kisame i Itachim, jest około 30 kilometrów od wioski.
- Tak jest! Kogo mam zabrać?
- Kakashiego, Kurenai i jej drużynę oraz Asumę i jego drużynę.
- Aż tylu shinobi na dwóch przeciwników?
- To Akatsuki, nie marnuj czasu, pokonali nawet Jirayie. Ruszaj już, Kakashi dowodzi.
- Oczywiście.

Przygotowanie i dotarcie na miejsce zajęło im godzinę. Gdy dotarli na miejsce ujrzeli straszliwy widok. Wszędzie były połamane drzewa, niektóre z nich paliły się, na polu walki dostrzec można było również wodę pozostałą po użyciu technik wodnych. W kilku miejscach można było również zobaczyć różnej wielkości kratery od wybuchów. Jednakże największą uwagę przykuwał największy z nich mający ponad 500 metrów średnicy, na dnie którego Hinata Hyuuga swoim Byakuganem znalazła Naruto.
- Je-jest tam na dole, jest tam też czyjeś ciało. – powiedziała mocno zarumieniona dziedziczka rodzinnego dōjutsu.
- Hinata, Shino, Kiba wy sprawdźcie okolicę, wróg może wciąż gdzieś tu być. Reszta za mną i nie opuszczać gardy. - Po tych słowach Kakashi zeskoczył w dół krateru, a za nim reszta drużyny Wyznaczona trójka rozproszyła się po polu walki.

Naruto klęczał obok ciała pokonanego przeciwnika, jednak wyraz jego twarzy nie wyrażał szczęścia. Twarz Uzumakiego wykrzywiona było w grymasie złości.
Blondyn wyczuwając chakre drużyny z Konohy wstał do pozycji stojącej i odwróćił się do nich z poważną miną. Pierwszy odezwał się Kakashi.

- Naruto... jak wygląda sytuacja? - Sensei chłopaka pomimo tego, że miał wielką ochotę zadać mu całkowicie inne pytania, to niestety musiał w tym momencie o tym zapomnieć o tym i skupić się na możliwym zagrożeniu.
- Możesz się wyluzować Kakashi-sensei, obaj uciekli, nie uda nam się nawet znaleźć tropu, bo pomógł im jeden z członków Akatsuki, teleportując ich.
- Jak to, przecież za tobą leży ciało Kisame...
- Też tak myślałem... ale ten drań podmienił się z wysokiej klasy klonem, prawdopodobnie tuż przed tym jak go zabiłem...
- Klon, który nie znika po zabiciu? Przecież to nie możliwe – wtrącił się w rozmowę Asuma.
- Też mnie to dziwi, a jednak.
- Powinniśmy go zabrać do wioski, aby dowiedzieć się czegoś więcej.
- Własnie miałem to kghhhh.... - Naruto zakrztusił się własną krwią i upadł nieprzytomny na ziemie. Shizune pojawiła się przy nim natychmiast i zaczęła leczyć jego rany.
- Co z nim? - Zapytała zmartwiona Kurenai.
- Ma zmiażdżone żebra. Odłamki przebiły płuca. Zatrzymam krwawienie, ale musimy go zabrać jak najszybciej na salę operacyjną....