Nad
wioską liścia od kilku godzin znajdowały się ciemne burzowe
chmury, deszcz obficie uderzał o prawie puste uliczki osady,
gdzieniegdzie można było dostrzec zwykłych ludzi lub shinobi
pookrywanych szczelnie w płaszcze.
Dochodziła
godzina 19, gdy strażnicy pełniący wartę wyczuli wstrząsy,
nasilające się z każdą sekundą. Jeden z nich, zaniepokojony
wybiegł z budki strażniczej, w momencie, gdy ogromna ropucha
przelatywała właśnie nad bramą wioski. Podmuch jaki wywołała,
powalił go na ziemie.
-
Wi-widziałeś to co ja Kotetsu?
- Taa…
to żaba Jirayi. Widać coś musiało się stać.
- Biegnę
powiadomić Hokage.
- To nie
będzie chyba konieczne, bo zatrzymała się przed biurem Wielmożnej.
Tymczasem
na placu przed siedzibą głowy wioski wylądował Szef wszystkich
żab, momentalnie z jego ust wysunął się język, w którym niósł
ciało jakiejś osoby. Ułożył je delikatnie na ziemi, po czym
zawołał basowym głosem:
-Tsunade!
Jak na
zawołanie z balkonu siedziby zeskoczyła głowa wioski, nie pytając
nawet od razu zajęła się leczeniem poszkodowanego.
-
Gamabunta, wyjaśnij mi co się stało i dlaczego jest tu tylko…
_________________________________________________________________________________
-
Gamabunta, wyjaśnij mi co się stało i dlaczego jest tu tylko
Jiraya, do tego w takim stanie…
- Gdy
chłopaki wracali już do wioski, napotkali na swojej drodze dwóch
członków Akatsuki. Wywiązała się między nimi walka, której
przebiegu nie znam, gdyż Naruto przywołał mnie w jej trakcie. Z
tego co widziałem, walczył z kolesiem wyglądającym troche jak
ryba i władającym wodą oraz z Itachim Uchihą.
- Naruto
walczył z nimi sam? A co z Jirayią?
- Leżał
nieprzytomny. Najwidoczniej nieźle oberwał. Ale tamci dwaj też nie
byli w najlepszej formie. Itachi krwawił i trzymał się z tyłu, a
ten drugi koleś…
- Nazywa
się Kisame.
- Kisame,
miał zniszczone całe ubranie i był nieźle wkurzony…
- A co z
Naruto?
- Daj mi
do cholery dokończyć to się dowiesz. Naruto po tym jak mnie wezwał
kazał zabrać Jirayie i jak najszybciej przybyć do ciebie. Chciałem
zaprotestować, ale nie pozwolił mi na to. Powiedział, że nie ma
zamiaru ginąć i nie pozwoli zginąć nikomu z jego przyjaciół i
rodziny. Nie sprzeciwiałem się więc, zabrałem pustelnika i
przybyłem jak najprędzej tu.
- Gdzie
on jest? Musze wysłać mu wsparcie.
- Był
jakieś 30 kilometrów na północ. Kończy mi się czas, wiec zajmij
się wszystkim. I skoro pokonali twojego chłopaka, to lepiej niech
to będzie silna drużyna. Żegnaj.
Po tych
słowach zniknał, zostawiając wściekłą ślimaczą księżniczkę.
Obok
Hokage po chwili pojawiło się kilkoro shinobi, a Tsunade wiedząc,
że stan Sannina jest stabilny kazała im przetransportować go do
szpitala i oddać pod opiekę Sakury.
Sama
natomiast udała się do biura, na jej szczęście po korytarzu
pędziła Shizune.
-Shizune!
-Tak
proszę pani?
- Zbierz
natychmiast drużynę i ruszajcie na północ. Naruto walczy z Kisame
i Itachim, jest około 30 kilometrów od wioski.
- Tak
jest! Kogo mam zabrać?
-
Kakashiego, Kurenai i jej drużynę oraz Asumę i jego drużynę.
- Aż
tylu shinobi na dwóch przeciwników?
- To
Akatsuki, nie marnuj czasu, pokonali nawet Jirayie. Ruszaj już,
Kakashi dowodzi.
-
Oczywiście.
Przygotowanie
i dotarcie na miejsce zajęło im godzinę. Gdy dotarli na miejsce
ujrzeli straszliwy widok. Wszędzie były połamane drzewa, niektóre
z nich paliły się, na polu walki dostrzec można było również
wodę pozostałą po użyciu technik wodnych. W kilku miejscach
można było również zobaczyć różnej wielkości kratery od
wybuchów. Jednakże największą uwagę przykuwał największy z
nich mający ponad 500 metrów średnicy, na dnie którego Hinata
Hyuuga swoim Byakuganem znalazła Naruto.
- Je-jest
tam na dole, jest tam też czyjeś ciało. – powiedziała mocno
zarumieniona dziedziczka rodzinnego
dōjutsu.
-
Hinata, Shino, Kiba wy sprawdźcie okolicę, wróg może wciąż
gdzieś tu być. Reszta za mną i nie opuszczać gardy. - Po tych
słowach Kakashi zeskoczył w dół krateru, a za nim reszta drużyny
Wyznaczona trójka rozproszyła się po polu walki.
Naruto
klęczał obok ciała pokonanego przeciwnika, jednak wyraz jego
twarzy nie wyrażał szczęścia. Twarz Uzumakiego wykrzywiona było
w grymasie złości.
Blondyn
wyczuwając
chakre drużyny z Konohy wstał do pozycji stojącej i odwróćił
się do nich z poważną miną. Pierwszy odezwał się Kakashi.
-
Naruto... jak wygląda sytuacja? - Sensei chłopaka pomimo tego, że
miał wielką ochotę zadać mu całkowicie inne pytania, to niestety
musiał w tym momencie o tym zapomnieć o tym i skupić się na
możliwym zagrożeniu.
-
Możesz się wyluzować Kakashi-sensei, obaj uciekli, nie uda nam się
nawet znaleźć tropu, bo pomógł im jeden z członków Akatsuki,
teleportując ich.
-
Jak to, przecież za tobą leży ciało Kisame...
-
Też tak myślałem... ale ten drań podmienił się z wysokiej klasy
klonem, prawdopodobnie tuż przed tym jak go zabiłem...
-
Klon, który nie znika po zabiciu? Przecież to nie możliwe –
wtrącił się w rozmowę Asuma.
-
Też mnie to dziwi, a jednak.
-
Powinniśmy go zabrać do wioski, aby dowiedzieć się czegoś
więcej.
- Własnie
miałem to kghhhh.... - Naruto zakrztusił się własną krwią i
upadł nieprzytomny na ziemie. Shizune pojawiła się przy nim
natychmiast i zaczęła leczyć jego rany.
- Co z
nim? - Zapytała zmartwiona Kurenai.
- Ma zmiażdżone żebra.
Odłamki przebiły płuca. Zatrzymam krwawienie, ale musimy go zabrać
jak najszybciej na salę operacyjną....
Zapowiada się bardzo ciekawie, czekam na nowe rozdziały
OdpowiedzUsuńCiekawie, ciekawie, nie mogę się doczekać next'a :-)
OdpowiedzUsuńEeeemm.... skądś to znam? Mie wiem czemu, ale opowiadanie wydaje mi się w trzy i trochę znajome! No ale nic... fajnie. Tylko kiedy next?
OdpowiedzUsuńWitam,
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawie się to zaczyna, Naruto wspaniale sobie radzi w walce i to z dwoma członkami Akatsuki...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie
Hejeczka, hejeczka,
OdpowiedzUsuńDrogi autorze, tak tutaj od czasu do czasu wracam z ogromną nadzieją na kontynuację, a tutaj lata lecą i nic...
Mam nadzieję, że jednak zaglądasz tutaj czasami i wciąż pamiętasz o tym blogu...
Pozdrawiam serdecznie i cieplutko